Biegowelove.pl

informacje o Polsce. Wybierz tematy, o których chcesz dowiedzieć się więcej

Kiedy zdecydowałeś się przestać żyć w zaprzeczeniu? Leżenie na pasie startowym podczas ataku paniki | Zespołu stresu pourazowego

iTrudno wskazać najgorszy moment w twoim życiu. Ale kiedy myślę o moim najmniejszym przypływie, pojawia się pewien obraz: ja, leżący w przejściu, załoga pokładowa aplikująca tlen przez kanister i maskę, gdy schodzimy na lotnisko w Budapeszcie i inni pasażerowie (zdezorientowani lub przerażeni, nie mogę powiedzieć). Dwie minuty temu mgła opadła na mnie, gdy siedziałem na siedzeniu obok mojego przyjaciela; Dziwne czarne chmury zbierały się na obrzeżach mojego pola widzenia. Zemdlałem. – Muszę się położyć – powiedziałem z pewnym naciskiem. „Muszę się teraz położyć.”

Dlaczego ten obraz się wyróżnia? Przypuszczam, że powodem jest w końcu zaprzeczenie – i moment, w którym przestaje to być możliwe. Nie chciałem wiedzieć, że byłem chory. wielokrotnie. Nie miałem interesu w samolocie. Do samolotu udało mi się dostać tylko dzięki wspaniałemu białemu winu i kilku tabletkom z kodamolem, które podłączyłem na lotnisku. Nie było wątpliwości, że to chemiczne działanie tych substancji spowodowało, że prawie zemdlałem. To i fakt, że przez cały lot ciężko oddychałem.

Ci, którzy mieli ataki paniki, wiedzą, że odwoływanie się do racjonalności rzadko działa. Jeśli o mnie chodziło, wejście do tego samolotu oznaczało, że niedługo umrę. Nie było z tym dyskutowania. To nie tylko psychologiczne. Fizjologicznie silny lęk ma wiele dramatycznych skutków. Moje ciało znało wynik.

gdzie Ataki terrorystyczne w Paryżu Dwa miesiące temu odmówiłem zaakceptowania, że ​​moja diagnoza PTSD jako studentka – z której wyzdrowiałem – wróciła. Po raz pierwszy dostałem to, ponieważ nieznajomy udusił mnie na ciemnej ulicy, gdy byłem w drodze do domu. Ale po leczeniu wyzdrowiałem dobrze. Przez większość czasu odłożyłem to za siebie i szedłem dalej ze swoim życiem.

Potem, pod koniec lat dwudziestych, byłem bardzo blisko ataków w Paryżu. Po raz kolejny zostałem zmuszony do konfrontacji z myślą, że zaraz umrę. To spowodowało awarię mojego systemu. Wiara, że ​​jestem bezpieczna, której odbudowa zajęła kilka godzin leczenia – nie wspominając o lekach – zniknęła. To było tak, jakby tym razem mój umysł i ciało nie dały się oszukać.

W pewnym sensie stres pourazowy jest jak podróż w czasie. Spacerujesz, żyjesz swoim życiem w teraźniejszości, ale część ciebie jest tam z powrotem w traumatycznym wydarzeniu, przeżywając tę ​​noc raz za razem, a twoje ciało odpowiednio reaguje. Przekonałem się po Paryżu, że jestem w szoku i objawy znikną, ale część mnie musiała wiedzieć w przededniu wizyty prasowej w Budapeszcie, że nie jest to dobry znak, że Francuzi słyszą syrenę we śnie , że za każdym razem, gdy wsiadałem do autobusu lub szedłem do baru, spodziewałem się, że zostanie zastrzelony.

Powinnam też wiedzieć, że powinnam iść do lekarza, wrócić na leki i wpisać się na listę oczekujących na leczenie, ale stawiałam opór. Takie postępowanie oznacza przyznanie się, że jestem chory. Przede wszystkim nie chciałem znowu zachorować.

Więc zamiast tego postanowiłem postępować tak, jakby wszystko było w normie. Ciągle organizowałem podróż do Budapesztu, chociaż byłem zbyt przerażony, żeby o tym myśleć. Kiedy już tam dotarłem, po tym, jak wyzdrowiałem na tyle, by wysiąść z samolotu, cały czas byłem przekonany, że za każdym rogiem czają się bandyci. Jedynym pocieszeniem było odkrycie, że mogę zamówić bardzo tanie, bardzo mocne martini do naszego pokoju hotelowego. To oznaczało, że przynajmniej wieczorem byłam na tyle wysoko, żeby się nie przestraszyć, kiedy wychodzę. Wróciłem do Wielkiej Brytanii wyczerpany.

Moje doświadczenie w samolocie było upokarzające, ale było to też początkiem akceptacji faktu, że nie czuję się dobrze. Psychologią traumy zainteresowałem się po tym, jak zostałem zaatakowany, ale nie potrafię zastosować do siebie żadnej z tej wiedzy. Moja podróż na Węgry i jej konsekwencje zmieniły to. To sprawiło, że pogodziłem się z tym, że potrzebuję pomocy.

Potrzeba było roku intensywnego leczenia, w tym terapii ekspozycyjnej, aby móc bez obaw wyjść z domu. Miałam szczęście, że szybko otrzymałam moją pomoc, a leczenie odbyło się po zwykłych 12 bezpłatnych sesjach. Pomogło też ogrodnictwo i pisanie; Większość czasu spędziłem w domu, pracując nad powieścią o traumie.

W styczniu następnego roku udałem się do Wietnamu i Kambodży, podróż, która obejmowała sześć lotów, które zrobiłem bez konieczności samoleczenia ze strachu – niewyobrażalne, gdy byłem w najbardziej intensywnej agorafobii. Nie miałem ataku paniki, co oznaczało, że musiałem leżeć na korytarzu; Samolot nie spadł z nieba. Nie tylko żyłem, ale mogłem zobaczyć trochę tego świata, za którym tęskniłem przez te długie miesiące.

W tym samym roku znalazłem swoją powieść jako wydawcę i wyszłam za mąż. Od tamtej pory piszę kolejną książkę i pracuję nad kreatywnym projektem literatury faktu, który bada między innymi, co to znaczy myśleć o macierzyństwie w chorobie psychicznej. Martwię się historiami zdrowienia, po części dlatego, że nie biorę za pewnik, że zawsze będzie dobrze.

Kiedy patrzę na tę młodą kobietę, która leżała w przejściu samolotu, nie jest do końca dziwna, ale należy do innej fazy mojego życia. Nauczyłeś mnie ważnej lekcji: nigdy nie odmawiaj sobie pomocy ze strachu i dumy. Jeśli znowu zachoruję, zrobię co w mojej mocy, żeby to zapamiętać.

Z organizacją charytatywną na rzecz zdrowia psychicznego można się skontaktować pod numerem 0300123 3393 lub odwiedzając mind.org.uk

READ  Komety międzygwiezdne, takie jak Borysow, mogą nie być rzadkie